Meczet Al-Fateh, Juffair, Bahrajn – meczet do zwiedzania!

Meczet Al-Fateh (arab. مسجد الفاتح‎), największy meczet w Bahrajnie i jeden z nawiększych w ogóle, został otwarty w 1988 roku. Zajmuje 6,5 tys. m2 i pomieści 7 tys. wiernych. Cyferki robią wrażenie, więc postanowiłem się wybrać. Resztki szczęki pouciekały.

Bo irlandzkie dywany są najmiększe na świecie. I są tu wszędzie oprócz schodów, wejścia, oraz dziedzińca.
Ogromne wrażenie robi austriackiego pochodzenia żyrandol o ogromnej średnicy. I drzwi z hinduskiego drewna tekowego. I włoski marmur na podłodze.

Arabski zapisany na ścianach meczetu został napisany pismem kufickim, najstarszą odmianą pisma/kaligrafii arabskiej – pierwsze egzemplarze Koranu miały być rzekomo spisane właśnie tym stylem kaligraficznym. Charakteryzuje się prostymi kątami jak na zdjęciach poniżej. Nazwa pisma pochodzi od Irackiego miasta Al-Kufa, w którym powstało.

Sahn, czyli po prostu dziedziniec, był kiedyś częścią prywatnych posesji, z czasem pojawił się również w innych miejscach. Jako taki pozbawiony znaczenia religijnego (więc niektóre meczety go nie mają), ale dostarcza naturalne światło oraz świeże powietrze do wnętrza budynku.

Biała wnęka pod arabskimi szlaczkami nazywa się mihrab. Tutaj stoi imam prowadzący modły wraz z wiernymi. Mihrab ma praktyczne zastosowanie – oprócz  bycia rezonatorem głosu, wskazuje również qibla, czyli kierunek, w którym powinni modlić się muzułmanie (czyli w stronę Mekki).

Według linii na dywanie ustawiają się wierni, by się pomodlić. Wszyscy ustawiają się w jednej linii dotykając się stopami (modlitwa muzułmańska).

Nazwa meczetu nawiązuje do Ahmeda ibn Muhammada ibn Khalify, znanego również jako Ahmad Al-Fateh (arab. Ahmad Zdobywca), który zapoczątkował rodzinę królewską Bahrajnu.

Oprócz meczetu, Centrum Muzułmańskie Al-Fateh obejmuje również bibliotkę (nie byłem) z około 7 tysiącami książek, często mającymi ponad 100 lat.

Al-Fateh jest dostępny do zwiedzania codziennie oprócz piątków oraz świąt muzułmańskich oraz podczas prayer time (można poczekać w recepcji). Godziny otwarcia: 9:00-16:00.

Obowiązują, rzecz jasna, muzułmańskie standardy ubioru – kobiety przy wejściu dostają abaje (wraz z hidżabem), a męzczyźni muszą przyjść w długich spodniach, choć rękawy mogą być krótkie. Oprócz tego, trzeba zdjąć buty.

Zdjęcia zrobione jak najbardziej legalnie. W dodatku jeśli trafi się prayer time w trakcie wycieczki, można spokojnie przeczekać i poobserwować wiernych*, ale pod żadnym pozorem nie można ich fotografować, bowiem mogłoby to urazić uczucia modlących się – modlitwa jest traktowana jako coś bardzo prywatnego.

Przewodnik (obowiązkowy) uczy zresztą prawidłowych modłów muzułmańskich, opowiada też o meczecie oraz nieco islamie, po angielsku, rosyjsku (dużo tu naszych braci Słowian), filipińsku (a Filipińczyków jeszcze więcej) lub hiszpańsku – do wyboru.

*nam pozwolili 🙂

Oficjalna strona, lokalizacja

Bahrajn zalegalizował homoseksualizm w 1976

Bahrajn zalegalizował homoseksualizm w 1976

Anegdotka z bahrajńskiej trasy

Wraca matula z pracy. Trasa dwupasmowa w obie strony, mama za pewną hinduską na lewym pasie. Hinduska zwalnia coraz to bardziej i bardziej, coraz to więcej samochodów wyprzedza je z prawej z dużą różnicą prędkości – ciężko więc wyprzedzić. Myśli matula, że kobiecina może nie zna trasy, albo chce skręcić.

Skądże! W pewnym momencie Hinduska się zatrzymała. Na lewym pasie. Wyhamowała kompletnie do zera. Uwaga: na. lewym. pasie. Puściła dwa-trzy samochody wyprzedzające prawym pasem, po czym… na tenże pas zjechała. I pojechała dumnie dalej.

Skąd tacy ludzie się biorą? I kto dał im prawo jazdy?

// Przypominam, że hinduski plastik nie jest tu uznawany – Hindusi muszą zdawać w lokalnej szkole jazdy, nawet jeśli mają już uprawnienia z Indii.

Saudyjczycy przesuwają weekend

Saudyjczycy, jako ostatni naród w GCC, przełączyli się na weekend piątek-sobota (wcześniej był to czwartek-piątek). Powody tej decyzji były już omawiane w wielu miejscach (ożywienie gospodarki). Jednakowoż to nie moja brożka, skupmy się więc na tym, jak poczujemy tę zmianę w Bahrajnie.

Już dotychczas weekendowe najazdy Saudyjczyków porządnie blokowały kraj. O ile infrastruktura drogowa bez większych czkawek daje sobie radę z samymi Wyspiarzami, o tyle przy napływie ogromnych ilości Saudyjczyków po prostu nie wydala i wszystko stoi.

W takich sytuacjach widać system naczyń połączonych jakim jest bahrajńska ulica. Korek przy City Center Mall zablokuje kilka przecznic w okolicy.
Tu winny jest też arabski styl jazdy. Jak jechać gdy jest zielone, a parę osób w Fordach F150 i Land Cruiserach stanęło w swej mądrości na środku skrzyżowania, bo zaraz za nim jest korek?

A to wszystko już w środę, kiedy Wyspiarze nie są tak ruchliwi, jak dnia następnego. Czwartek to jeszcze większa katorga komunikacyjna w północnej części kraju – oprócz wzmożonego ruchu lokalnych, mamy do tego jeszcze wielu Kuwejczyków, Zakatarzonych i Saudyjczyków. A tych ostatnich ma być teraz jeszcze więcej – w końcu wszyscy sprawiedliwie zaczynamy weekend tego samego dnia. A to ich zawsze przyjeżdża najwięcej.

Jednym z głównych celów wypraw są… centra handlowe. A w tej branży największym powodzeniem cieszy się City Center Mall, największe centrum handlowe w Królestwie, które tych tłumów nie ogarnia. Najczęściej ludzie parkują na też placu obok, bo 5-poziomowy parking na 4 800 samochodów jest w pełni zajęty. Do tej pory nic z tym nie zrobili.

Nikt nic nie robi. Pod Seef Mall, drugim najbardziej obleganym CH w kraju, w weekend miejsca ze świecą szukać. Nikt nie próbuje zagospodarować miejsca na powiększanie parkingu, wszyscy de facto udają, że problemu nie ma.
Ale problem jak najbardziej istnieje. Do tej pory było źle, choć i tak największa fala Saudyjczyków przyjeżdżała w środy, a w czwartki było ich już mniej. Teraz wszyscy przyjadą w czwartek, albo – miejmy nadzieję – przybędą w sobotę lub sobie odpuszczą.

Podobna sytuacja jest – co ciekawe – też pod sklepem z alkoholem, co weekend obleganym przez rzesze turystów alkoholowych, którego parking jest często w weekendy zamykany i dostać można się tylko z buta. Jeśli uda się znaleźć miejsce gdzieś obok.

Oczywiście, można pojechać gdzieś indziej (np. do Al Areen). Ale to chowanie głowy w piasek, a nie rozwiązanie problemu. Znakomita większość odwiedza centra handlowe czy restauracje; zresztą na północy znajduje się większość atrakcji. Prawie nieistniejąca komunikacja publiczna nie zmienia nic w temacie – tym bardziej w regionie, w którym nie ma kultury jeżdżenia autobusem.

The Unknown Poland wystartowało!

The Unknown Poland wystartowało!

Problem z problemami

Masz podwójną moralność. Martwisz się o małego Nepalczyka bez domu i małego murzynka z miejsca, którego nawet nie kojarzysz.

Nie ma w tym nic złego, gdyby nie to, że lajkuesz dramatyczne foty na Fejsie i tweetujesz puste hasełka i przy tym innym ludziom wypominasz brak empatii. A sam guzik robisz.

Nie rozwiązujesz swoich problemów, ani znajomym nie pomagasz w rozwiązaniu ich problemów. Bo przecież “nie mamy najgorzej”. So what? To nie rozwiązuje żadnego z waszych problemów. Tylko jeszcze bardziej rozleniwia.

Ty masz problemy. Twoi znajomi mają problemy. Ten malec za tobą też. Problemy, które są inne niż te bezdomowca z Azji Środkowej.

Bo wy nie mieszkacie w Azji Środkowej, lecz w Europie. Macie więc europejskie problemy – spóźnienie, choroba, upierdliwy szef. I jeszcze ten głupi moher charczy ci nad głową w pustym autobusie.

Głupie? Skoro co przeszkadza, to wcale nie głupie. Raczej problemowe. Ergo, trzeba się tego pozbyć.

Masz problem – rozwiąż go. Zostawianie problemów na nigdy “bo biedny chłopczyk z biednego kraju” jest głupie, bo wcale chłopczykowi nie pomaga. I tobie też nie. Chcesz pomóc? Odwiedź bezdomnego, załatw mu lokum i kasę na przetrwanie(pracę?).

A, no tak – zapomniałem – przecież udostępniłeś już jego zdjęcie na Facebooku.

PS. if you want to see English version of any my post – click the “via” link. It’s next to the date, right below 🙂

Do Bahrajnu idzie lato. To – paradoksalnie – widać na powyższym zdjęciu. Od kilku dni najpopularniejszym widokiem na naszym niebie – spychając słońce na drugie miejsce – są chmury wszelkiej maści, głównie takiej widocznej na zdjęciu. 

Niestety, chmury to nasze najmniejsze zmartwienie, bo – oprócz deszczu, który akurat lubię – zrobiło się strasznie duszno, a w miesiącach ściśle wakacyjnych (czerwiec – wrzesień) dojdzie też ogromna wilgoć. A i iPhone coś o burzach przebąkiwał. 

Luty, marzec i ewentualnie kwiecień to pogodowo najlepszy czas w Bahrajnie. Wtedy właśnie wszystko przypomina polskie lato i jest po prostu najprzyjemniej – no bo czy temperatura na poziomie 25-30 °C i praktycznie codziennymi dawkami słońca nie jest przyjemna?

Mogę zabrzmieć co najmniej niedorzecznie, ale ~15°C to już ciut chłodno, zwłaszcza gdy dodamy jakże popularny podczas bahrajńskiej zimy wiatr. 

Z drugiej strony – mnie jako rodowitemu Polakowi z Niemieckimi korzeniami nigdy nie jest idealnie i przez najbliższe pół roku będzie za ciepło, za duszno i za wilgotno. 

W każdym razie: lato – come at me bro!


Zdjęcie zrobione dzisiaj o 18.00, widok na Al-Burhama i Al-Salihiya.  

2013 F1 Bahrajn GP

W tym roku zgodnie z czasem odbyło się GP Bahrajnu. Tor znajduje się całą godzinę drogi z moich okolic, grzechem byłoby więc nie zaszczycenie kierowców swoją obecnością.

I choć Kubicy wciąż nie ma (ale mówił, że może wróci), Formuła 1 dalej jest wciągającym sportem i żałuję, że przez ostatnie 1-2 lata ją nieco zaniedbywałem, tylko okazyjnie spoglądając na tabelę generalną.

W piątek stawiłem się więc punktualnie na sesję treningową o 14.00 czasu lokalnego. Raczej, o tej godzinie pojawiłem się na parkingu, kolejne 10 minut zajęło mi dojście do trybun – do Trybun Uniwersyteckich było do przejścia długie kilkaset metrów.

Tor w Bahrajnie - parking

Jednakowoż wiele nie przegapiłem, Trybuny Uniwersyteckie (w ilości trzech) znajduje się tuż za pierwszym nawrotem, a prostą startową zasłania Sakhir Tower (widoczna wyżej wieżyczka) oraz budynek pitstopu (Paddock).

Start więc i tak byłby dla mnie dostępny z poziomu średniej wielkości telebimu po przeciwnej stronie asfaltu, a to już nie to samo, co zobaczyć na żywo.

Tor w Bahrajnie - druga prosta

Tor w Bahrajnie - pierwszy zakręt

Same treningi przebiegły całkiem gładko i niezbyt emocjonująco, można wręc rzec – nudno.

Wyścig można jednak zaliczyć do grona emocjonujących – Perez nieźle szarżował i w sumie dodał trochę smaczku całemu wydarzeniu, a Vettel… cóż – w sumie robił swoje, prowadził praktycznie od początku wyścigu nie dając innym szans.

Więcej działo się w samym peletonie – “grupowe wymijanie”, gdzie wyprzedza się nawzajem po 2-3 kierowców wygląda naprawdę spoko.

Szkoda trochę, że siedziałem za pierwszym zakrętem, przez co najciekawsze sytuacje i tak oglądałem na telebimie, w tej części toru nic kompletnie się nie działo.

Sporo jednak działo się “na zapleczu”, czyli za Głównymi Trybunami – w wiosce F1. To właśnie tam odbywało się całe afterparty – z koncertem Ne-Yo, tańcami i bunjee na czele.

Tor w Bahrajnie - przed koncertem Ne-Yo

tańce

Leżaki, parasole, normalnie piknik. Jest to jednakowoż przecudne rozwiązanie, zrobienie jednej rundki po wiosce F1 to dobre kilka kilometrów spaceru i można się zmachać.

Tor w Bahrajnie - wioska F1

Tor w Bahrajnie - wioska F1

Tor w Bahrajnie - wioska F1

Po sesji treningowej w piątek tam też się udałem, w poszukiwaniu toalety i dodatkowej rozrywki właśnie.

Pierwszy dzień treningów mogę zresztą uznać za ten najbardziej udany, bo na nim de facto najlepiej się bawiłem i najwięcej “zwiedziłem” – sobotę sobie odpuściłem (tak się złożyło, że nie miałem wyjścia, z przyczyn osobistych), a w dniu wyścigu byłem wręcz przytłoczony masą ludzi i ulotniłem się dość szybko bo rozlewaniu szampana (zdążyłem jeszcze usłyszeć Ne-Yo śpiewającego na pożegnanie).

Protesty

Tegoroczne Grand Prix było naprawdę mocno obstawione. Pomijając już kilka (naliczyłem bodaj 3) dużych policyjnych punktów kontrolnych samej na trasie w kierunku toru, w całym kraju rozstawione były patrole, zarówno zwykłej drogówki, jak i policji “tej bardziej obronnej”. 

No i działo się, praktycznie wszędzie w północnej – najgęściej zaludnionej – części kraju, od Budaiya po Manamę, widać był słupy dymu po spalonych oponach i śmietnikach przez cały weekend, również w dzień wyścigu. Palono też w ścisłej okolicy toru (widzisz ten dym na pierwszym zdjęciu?).

Nie obyło się bez gazu łzawiącego, udaremniono też atak na sam tor w dniu wyścigu. 

Jak sami twierdzą, Al-Khalifa przez długi czas torturował, zabijał i bezprawnie (głównie bez wyroków) skazywał na więzenie i wciąż to robi, wszystko przykrywając Formułą 1, by pokazać, że “wszystko w porzo, dajemy radę”. I dlatego nie chcą F1 w Bahrajnie. 

Mniej lub bardziej pośrednio udało im się to dwa lata temu, kiedy Grand Prix się nie odbyło, a w zeszłym roku ponoć było blisko

Na ile słuszne i dobre są te protesty, nie chcę oceniać – nie mam ani kompetencji, ani chęci. Jedyna rzecz, jak rzuciła mi się w oczy, to fakt, że Bahrajn – poza GrandPrix – otrzymuje stosunkowo niewiele czasu antenowego, a F1 to świetna okazja, by nagłośnić sytuację poza granicami kraju. 

Samo Grand Prix mogę – na tyle, na ile jestem w stanie – uznać za udane i “odbębnione”. Byłem, zobaczyłem, “teraz mogę umrzeć”. A protestującym życzę powodzenia. 

image

Pełną galerię zdjęć w dużej rozdzielczości znajdziesz tutaj.

Witaj na MałymBiałym!

Cześć, fajnie, że wpadłeś. Pewnie jesteś tutaj, bo podrzuciłem linka w socjalu, ewentualnie osobiście cię poprosiłem 🙂

Mimo wszystko chciałbym cię powitać na moim nowym blogu. Postanowiłem zacząć od nowa, z nową marką, ale pod tym samym nazwiskiem i społecznością. Potrzebowałem po prostu restartu i zastanowienia się jak to wszystko załatwić.

Więc, jak widzisz postanowiłem wrócić do minimalizmu. Jest z tym jednak mniej roboty niż z wyszukiwaniem (lub pstrykaniem samemu) fajnych zdjęć – teraz skupię się więcej na tekscie. Anyways, zdjęcia czasem się pojawią, ale nie będą stałą częścią bloga.

Tematyka nie uległa dużym zmianom, dalej będzie o stylu życia, kulturze i Bahrajnie – dalej mogą to być całkiem ciekawe tematy i wcale nie czuję się wypalony.

Chcę też, by na tym blogu było nieco cieplej niż na Świecie Według Miczkusa – tam trzymałem was ciut na dystans, tutaj chciałbym trochę bardziej się otworzyć.

Skąd nazwa “MałyBiały”? Biały odnosi się zarówno do mojego koloru skóry (to wbrew pozorom nie jest rasistowskie, po prostu jestem jednym z niewielu białych w szkole :)) oraz do tła – które w końcu jest białe 🙂

Natomiast z małym chodziło mi o to, że

  1. Jestem w Bahrajnie w mniejszości
  2. Nie jestem drobny 🙂
  3. Blog jest minimalistyczny

Tak, to wszystko w większości związane z Bahrajnem (nawet kolorystyka bloga się zgadza), ale przy wyprowadzce nie będzie zmian w tej kwestii 🙂

Chciałbym jednocześnie zauważyć, że na Tumblr działa RSS i znajduje się pod tym linkiem.

Wiesz czemu zmieniłem platformę? Tumblr wydaje mi się jednak dużo lżejszy i bardziej konretny – WordPress to jednak kombajn, ma wiele funkcji ale znakomitej części i tak w życiu nie wykorzystam. Dzięki prostocie Tumblra będę mógł skupić się na najważniejszym, czyli dostarczaniu wam treści 🙂

Tak swoją drogą – przy treści będąc – stworzyłem Archiwum Miczkusa, gdzie możesz przejrzeć wszystkie moje notki ze Świata Według Miczkusa. Możliwe, że będę tam kiedyś linkował chcąc wesprzeć się jakimś swoim starym tekstem. Ugu.pl jednak lubi mieć awarię, więc wolałem przenieść wszystek tekstów na dużo bezpieczniejsze wordpress.com.

To see English version of any my post – click the “via” link. It’s next to the date, right below 🙂

By przeczytać angielskojęzyczną wersję któregokolwiek z moich postów, kliknij link “via”. Jest tuż obok daty, na dole 🙂